Tłumacz i technologia

Rozwój technologii jest i dobrodziejstwem i trochę bólem głowy współczesnego tłumacza. To drugie nasuwa pytanie, jak długo jeszcze żywy tłumacz w ogóle będzie potrzebny, czyli jak długo będziemy mieli chleb ;) ?

Aktualnie dostępne translatory automatyczne typu google oczywiście pokazują, że tłumaczenia typu słownikowego mogą stanowić świetne narzędzie w mediach społecznościowych i szybkich komunikatorach, jednak zaawansowane tłumaczenie jeszcze długo będzie dla nich nieosiągalne, szczególnie w formie ustnej. Szczególnie w językach mniej popularnych są to narzędzia w dużym stopniu bezradne.

Oczywiście to kwestia czasu. Dotychczasowa amplituda rozwoju techniki pokazuje, że docelowo zanik zawodu tłumacza jest nieunikniony. Swoim dzieciom chyba bym odradziła poświęcenie się całkowicie temu fachowi, skoro czeka je jakieś 40 lat życia zawodowego.

Kiedyś science-fiction były np. obróżki-przystawki, tłumaczące w czasie rzeczywistym mówiony tekst. Obecnie to chyba już mały krok do urzeczywistnienia tych wizji, skoro mamy narzędzia wykrywające mowę i coraz bardziej zaawansowanych tłumaczy automatycznych. 

My w naszym zawodzie korzystamy oczywiście z tzw. CAT, czyli narzędzi wspomagających pracę tłumacza. Nie jest naturalnie automatyczny tłumacz. Są to programy, korzystające z naszych własnych glosariuszy, z naszej własnej pracy, uczące się, tworzące pamięć tłumaczeniową i "podpowiadające" zgodnie z wcześniejszą wersją, jak przetłumaczyć dany fragment czy tekst. Niezwykle ułatwia to skraca pracę tłumacza, szczególnie w powtarzalnych dokumentach. Narzędzia te są coraz popularniejsze w naszym zawodzie, mimo że wciąż dość kosztowne. Jednak ta inwestycja zwraca się i przekłada się na czas oraz jakość pracy tłumacza. Nasi tłumacze korzystają najczęściej z programu Trados i MemoQ.

Kawa & tłumacz

Czy wiedzieliście, że dzisiaj tj. 2.X jest międzynarodowy dzień picia kawy?

Kawa i tłumacz to kategorie ściśle i dozgonnie ze sobą związane. Z krótkiej i błyskawicznej ankiety, przeprowadzonej wśród naszego sporego grona Kolegów wynika, że wszyscy - oprócz jednej osoby - nie wyobrażają sobie przystąpienia do pracy bez filiżanki / szklanki / kubka parującej kawy.

Ze wspomnianej ankiety wynika, że najpopularniejsza jest jednak tradycyjna, "po turecku", czasem z odrobiną śmietanki lub mleka. Niektórzy, z bliskowschodnimi sentymentami, lubią dodać do niej nieco kurkumy.

Po takim wspomożeniu budzą się komórki mózgowe,  wreszcie wpadamy na określenie, które kołatało się w głowie i nie mogliśmy wyciągnąć go z odmętów skojarzeń. Chwała jej za to.

Zatem smacznego i pysznego!

Trochę uśmiechu

Przed weekendem podrzucamy trochę uśmiechu.

Oto przykłady, że jeszcze przez długi czas przedstawiciele naszego zawodu będą mieli co robić. Przy takiej konkurencji :) 

Tłumaczenia z języka angielskiego:

Never Ending Story = Bardzo Długie Zasłony

Don`t make a village = nie rób wiochy

He was in Warsaw = był, wojnę widział

I tower you = wierzę Ci

Don`t tear yourself = nie drzyj się

I`ll animal it to you = zwierzę Ci się

Thank you from the mountain = dziękuję z góry

I feel a train to you = czuję do Ciebie pociąg

To go out on people = wyjść na ludzi

Without small garden = bez ogródek

Village killed by desks = wioska zabita dechami

Universal Pregnancy Law = Prawo powszechnego ciążenia

I see in boat = Widzew Łódź

Brain the fire = zapalenie opon mózgowych.

Znaki, słowa, strony i jak to ogarnąć

Tradycyjnie zdarza się, że wynikają różne nieporozumienia związane z liczeniem znaków za tłumaczenia uwierzytelnione, czyli "przysięgłe".

Wyjaśniamy w takim razie.

Tłumaczenia przysięgłe i ich kalkulacja opierają się o przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 24.01.2005 r.

I tak zgodnie § 8.1: "Przy obliczaniu wynagrodzenia za stronę uważa się 25 wierszy, a za wiersz - 45 znaków. Za znak uważa się wszystkie widoczne znaki drukarskie, w szczególności litery, znaki przestankowe, znaki przeniesienia oraz uzasadnione budową zdania przerwy między nimi. Stronę rozpoczętą liczy się jako całą.

2. W razie tłumaczenia sporządzonego w innym układzie maszynopisu lub wydruku komputerowego niż 25 wierszy po 45 znaków na stronę, za stronę tłumaczenia przyjmuje się 1.125 znaków."

Mówiąc jaśniej, kalkulację sporządza tłumacz z gotowego tekstu tłumaczenia (a nie tekstu wyjściowego, przyniesionego / dostarczonego przez klienta). Stąd częste nieporozumienia i niejasności, i sytuacje, gdy klient nie rozumie, że "przyniósł jedną stronę tekstu, a odbiera dwie" (lub czasami trzy - jeśli np. oryginał pisany jest drobnym drukiem).

W tłumaczeniu tłumacz opisuje wszystkie pieczęcie, podpisy, przypiski itd., tak więc tekstu zwykle jest "więcej" niż w wyjściowym dokumencie. Wszystkie te opisy zaliczają się do kalkulacji tekstu wynikowego, za który klient płaci.

Rozporządzenie reguluje, że "każda strona rozpoczęta liczona jest za całą". Sugeruje więc, że jeśli wynikowe tłumaczenie zawiera np. 1 stronę i 2 wersy wychodzące na drugą stronę, należy liczyć 2 strony. Oczywiście w praktyce, choćby z racji poczucia przyzwoitości, żaden z naszych tłumaczy nie nabija w ten sposób kalkulacji. Jeśli jednak mamy wynikowego tekstu np. 2,5 strony, liczymy 3 strony tłumaczenia. 

Mam nadzieję, że rozwiewa to wszelkie wątpliwości w tej kwestii.

Z cyklu "Z życia tłumacza"...

Przyszedł właśnie klient, miły pan w średnim wieku. Chce zrobić tłumaczenie - jednak propozycja jest taka, żeby nie tłumaczyć mu tekstu. Wystarczy, jeśli wypiszę na kartce, jaka litera po polsku odpowiada jakiej literze po niemiecku. Zdumienie tłumacza, próba wyjaśnienia nieporozumienia. Pan nie rozumie, czemu nie chcę pomóc - wszak ogłaszamy się, że wszystko jest możliwe... Klient niecierpliwi się coraz bardziej, ja próbuję wyjaśnić absurd sytuacji. 

No cóż - czasem nie tylko tłumaczymy... Czasem tłumaczymy, JAK tłumaczymy.

Kurtyna.